sobota, 28 stycznia 2017

15 sposobów na finansowe odchudzenie kosmetyczki :) część 2


Witajcie Moje Drogie :)

Dziś druga część cyklu, poświęconego substytutom drogich, markowych kosmetyków. Pierwsza część, dotycząca produktów pielęgnacyjnych, cieszyła się sporym zainteresowaniem. Jeśli nie miałyście jeszcze okazji się z nią zapoznać, to zapraszam Was gorąco tutaj.

W tym wpisie skupimy się na kosmetykach kolorowych, które mają dla nas nie mniejsze znaczenie, a potrafią także mocno nadwyrężyć naszą kieszeń tudzież portfel :) Przedstawię Wam kilka perełek, bez których mój codzienny makijaż nie istnieje. Może i Wy odkryjecie te kosmetyki dla siebie.

1. Podkład
Estee Lauder Double Wear oraz Dr Irena Eris Provoke. Tym dwóm podkładom poświęciłam osobny wpis, gdzie szczegółowo przeanalizowałam i opisałam ich wady i zalety (zerknijcie proszę tutaj). W skrócie, oba produkty są genialne, fantastycznie spełniają swoją rolę, jaką jest przede wszystkim mocne krycie oraz matowienie skóry problematycznej. Są bardzo trwałe i odporne na ścieranie. Niewiele je różni, poza ceną. Za Double Wear musimy zapłacić ok. 170 zł, za Provoke ok. 80 zł. Różnica ok. 90 zł na 30 ml.

2. Korektor rozświetlający pod oczy 

Estee Lauder BB Highlighter oraz Dr Irena Eris Provoke Illuminating Concealer. Tak się składa, że znów dochodzi do spotkania tych dwóch firm :) Cóż począć, to moim zdaniem jedne z najlepszych, jak nie najlepsze marki podkładów i korektorów. Co do samych rozświetlaczy, spełniają rewelacyjnie swoje zadania, delikatnie tuszując cienie pod oczami czy zaczerwienienia wokół skrzydełek nosa. Pięknie rozświetlają kąciki oczu i łuk brwiowy. Dobrze się utrzymują, nie uczulają i idealnie stapiają z cerą. Są lekkie i nietłuste, nie wysuszają delikatnej skóry pod oczami. Cena Provoke to ok. 59 zł za 1,7 ml, Estee Lauder ok. 155 zł za 2,2 ml czyli ok. 70 zł różnicy na 2 ml.

3. Żel do brwi


Make Up For Ever Brow Seal oraz Sephora Mascara Naturel. Żele do brwi nie są kosmetykami pierwszej potrzeby, Wiele kobiet w ogóle ich nie używa, ponieważ ich brwi nie wymagają takiego zabiegu. Moje brwi, z natury gęste, grube, sztywne i ciemne, są bardzo niezdyscyplinowane. Szczerze mówiąc, zanim odkryłam tego rodzaju produkt, trochę mocniej je depilowałam, żeby jakkolwiek sobie z nimi poradzić. Od kiedy w mojej kosmetyczce zagościły żele, jest o niebo lepiej. Brwi mam teraz szersze, układają się w kształtny łuk, nie odstają na wszystkie strony i się nie mierzwią. Oba żele idealnie sobie z nimi radzą, więc nie widzę potrzeby przepłacania tylko i wyłącznie dlatego, że produkt jest renomowanej marki. Za Make Up For Ever zapłacimy ok. 99 zł za 6 ml, za Sephora ok. 30 zł za 9 ml czyli ok. 102 zł różnicy na 9 ml. 

4. Pomadka

Chanel Rouge Allure oraz Bourjois Rouge Edition, Szminek używam bardzo rzadko, błyszczyków prawie wcale. Jeśli już mam ochotę pomalować usta, to jest to wyjątkowa okazja i stawiam wtedy na klasykę czyli czerwień. Oba produkty bardzo sobie chwalę. Są mocno napigmentowane, trwałe, dobrze rozprowadzają się na ustach, nie rozmazują. Niestety oba lekko wysuszają usta, ale taka już natura szminek o przedłużonej trwałości. Większych różnic pomiędzy nimi nie zauważyłam, więc śmiało możecie postawić na tańszy egzemplarz. Ceny: Chanel 139 zł za 3,5 g, a Bourjois ok 29 zł za 3,5 g. Różnica ok. 110 zł na 1 sztuce. 

5. Tusz do rzęs

Jeśli zaglądacie do mnie częściej, wiecie, że jestem miłośniczka tuszy do rzęs. Moje przeróżne, bardziej i mniej ciekawe doświadczenia z tymi kosmetykami opisałam w poście "Mascara Rulez! (tutaj). Stworzyłam w nim m.in. mój subiektywny ranking maskar ze szczegółowymi opisami. W dzisiejszym wpisie przedstawiam lidera i w-ce lidera tegoż właśnie rankingu czyli Lancome Hypnose Volume-a-porter i Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic. Oba tusze są genialne, pogrubiają, podkręcają i lekko wydłużają rzęsy. Są mocno napigmentowane, bardzo trwałe, nie kruszą się, nie odbijają na powiekach i nie rozmazują. Nie uczulają. Mają bardzo dobrze wyprofilowane silikonowe szczoteczki. Różnią się opakowaniem (które w wykonaniu Lancome jest zachwycające), odrobinę trwałością (Miss Sporty po 10-12 godz. leciuchno się kruszy), no i oczywiście ceną. Lancome kosztuje ok. 155 zł, Miss Sporty ok. 15 zł, czyli 10 razy mniej! Różnica ok. 140 zł na 6 ml 

Sumując, zaoszczędziłyśmy dziś 512 zł, czyli łącznie z oszczędnościami na kosmetykach pielęgnacyjnacyjnych mamy już okrągła sumkę ok. 812 zł.

Wkrótce trzecia część cyklu, w której znajdziecie 5 trików, pozwalających zaoszczędzić na zakupach kosmetyków.
Zapraszam Was gorąco!
Bati









4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz i zapraszam ponownie :)

      Usuń
  2. Na mojej liście zakupowej jest właśnie podkład dr Ireny Eris, a jeśli chodzi o tusze do rzęs to właśnie testuję miss sporty last milionerem maskara all in one ale jak dla mnie to efekt delikatny nadaje moim rzęsom. Super zestawienie zrobiłaś.Basia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) a z podkładu na pewno będziesz zadowolona. Pozdrawiam Cię Basiu!

      Usuń

Copyright © 2016 Bati RULEZ , Blogger