piątek, 14 października 2016

Kosmetyczka Pani "dobrzepotrzydziestce" ;) Część V - Mascara rulez!


Dzień dobry :)

Dziś kolejna część cyklu Kosmetyczka Pani "dobrzepotrzydziestce". Tym razem skupimy się tuszach do rzęs. To chyba ulubiony kosmetyk każdej kobiety. Mój na pewno. Bez niego ani rusz, z domu nie wyjdę, nie ma szans :) Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że przetestowałam większość tuszy dostępnych na naszym rynku, tych z wyższej i niższej półki. Jestem bardzo wymagająca w tym aspekcie. Często maluję tylko rzęsy, czasem pojawia się kreska, nie używam cieni do powiek, zatem rzęsy muszą "robić grę" po prostu. Dodatkowo noszę soczewki kontaktowe, więc pojawiają się dodatkowe wymagania. Na co zwracam uwagę przy zakupach, które tusze polecam, a których lepiej unikać? Zapraszam do lektury :)
Od czego zacząć? Najlepiej od zerknięcia w lustro i przypatrzenia się swoim rzęsom. Jakie to podarowała nam matka natura. Czy są długie, ciemne, gęste i podkręcone. Czy raczej jasne, krótkie, proste i jeszcze rzadkie na dodatek. Jaki efekt chciałybyśmy osiągnąć. Czy zależy nam na czarnych, gęstych wachlarzach, czy naturalne, lekko podkręcone już nas zadowolą. Na te pytania należy sobie odpowiedzieć, zanim udamy się do drogerii. Bo tutaj możemy dostać lekkiego zawrotu głowy. Asortyment tuszy jest przebogaty i warto wiedzieć, czego szukamy, zanim zaczniemy buszować w szafach poszczególnych marek. Mamy więc do wyboru tusze: pogrubiające, zagęszczające, wydłużające, podkręcające oraz odżywiające. Coraz częściej pojawiają się także kosmetyki wszechstronne, których producenci obiecują, że mają one wszystkie te właściwości naraz. Te tusze zazwyczaj wybieram i udało mi się znaleźć wśród nich kilka perełek.
Zdecydujmy zatem na czym nam najbardziej zależy, czy na długości, czy na objętości, czy może jednak na podkręceniu. A może chciałybyśmy osiągnąć efekt sztucznych rzęs.
Zwróćmy uwagę na konsystencję tuszu. Lżejszy i rzadszy będzie idealny dla rzęs gęstych i długich. Cięższa i bardziej sucha konsystencja podkreśli lepiej rzęsy krótkie o mniejszej objętości.
Nie bez znaczenia jest również szczoteczka. Gruba i duża szczoteczka nada objętości. Cienka i długa złapie nawet najmniejsze rzęsy, a wygięty aplikator ładnie je podkręci. Ja lubię szczoteczki silikonowe, które idealnie rozdzielają rzęsy, a tusz na nich nie zasycha. Producenci prześcigają się w pomysłach na nowy kształt szczoteczek, choć moim zdaniem dużą rolę odgrywa tutaj także umiejętność operowania szczoteczką i sposób nakładania tuszu. Swego czasu pojawiły się na rynku wibrujące szczoteczki, np. w tuszu Lancome Oscillation Power Mascara. I tak jak kocham Lancome, tak uważam, że to straszny niewypał. Wibrująca szczoteczka miała za zadanie perfekcyjnie rozdzielić rzęsy i zapobiec ich sklejaniu. Dzięki mikroobrotom powinna była docierać do najmniejszych rzęsek i równomiernie nakładać tusz. Moim zdaniem absolutnie sobie z tym nie radziła, dodatkowo irytując mnie wydawanym dźwiękiem i szybko wyczerpującymi się bateriami. Kupiłam raz i nigdy więcej.
Jeśli zależy nam na bardzo dobrej trwałości tuszu, możemy wybrać produkt wodoodporny. Osobiście nie jestem fanką tychże mascar, gdyż mam problem z ich zmyciem. Nie lubię preparatów do demakijażu oczu w postaci tłustych płynów czy mleczek. Drażnią one moje oczy i powodują wysychanie soczewek. Niestety płyny micelarne nie zawsze radzą sobie z kosmetykami wodoodpornymi, dlatego staram się ich unikać. Długie pocieranie wacikiem nie wpływa dobrze ani na rzęsy, ani na oko, ani na wrażliwą skórę pod oczami. Znalazłam na szczęście takie tusze, które pomimo że nie mają właściwości wodoodpornych, są trwałe i nie odbijają się na powiekach.
I na koniec kolor tuszu. Ja ze względu na oprawę oczu, kolor włosów i karnację zawsze wybieram głęboką czerń. Kobiety o innym typie urody pięknie będą wyglądały z tuszem brązowym, granatowym czy lekko fioletowym. 

Jakie są więc moje ulubione tusze? A których nie kupię już "never ever". Oto mój subiektywny ranking :)



Lancome Hypnose Volume-a-porter

To mój zdecydowany numer 1 wśród tuszy do rzęs. Pisałam już o nim tutaj Spełnia wszystkie wymagania, tworząc efekt sztucznych rzęs. Nadaje objętości, wydłuża, podkręca i jest mocno napigmentowany, dzięki czemu uzyskujemy naprawdę głęboki odcień czerni. Jest bardzo trwały, nie kruszy się, nie rozmazuje i nie odbija na powiekach. Silikonowa szczoteczka idealnie rozczesuje rzęsy, a jej wąska końcówka łapie nawet najkrótsze z nich. Mimo że tusz mocno pogrubia, to podczas malowania nie tworzą się grudki. Nie uczula. I to eleganckie opakowanie...ach :) Ten tusz to ideał, póki co lepszego na rynku nie znalazłam. Cena ok. 155 zł. Aktualnie w Sephora jest promocja na tusze Lancome, ich cena wynosi 115 zł.
Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic

Ten produkt to moje odkrycie roku :) Wspominałam już o nim w tym poście. Tusz posiadający praktycznie wszystkie zalety mojego faworyta z miejsca pierwszego. Jedyne czym się różni, to trwałość. Pod koniec dnia zaczyna się trochę kruszyć. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że kosztuje 10 razy mniej, można mu to wybaczyć. Bardzo polecam! Cena ok. 15 zł.


Lancome Hypnose

To starszy brat lidera rankingu. Używany przeze mnie przez kilka dobrych lat. Praktycznie różniący się tylko szczoteczką. Tradycyjna szczoteczka, na której w przeciwieństwie do silikonowej tusz lubi zasychać, utrudniając malowanie. Można sobie poradzić z tym problemem, myjąc od czasu do czasu aplikator oraz dokładnie go osuszając, aby nie wprowadzić przypadkiem wody do opakowania. Gorąco polecam produkt osobom, które preferują tradycyjne szczoteczki. Cena ok. 155 zł. Aktualnie w Sephora jest promocja na tusze Lancome, ich cena wynosi 115 zł.

Dr Irena Eris Provoke Perfect Lash Mascara

Ten tusz chciałabym polecić osobom preferującym delikatny makijaż. Tusz jak wszystkie kosmetyki Provoke jest bardzo dobrej jakości, nie uczula i jest bardzo trwały. Nie uzyskamy nim jednak efektu WOW! Produkt lekko pogrubia, wydłuża i podkręca rzęsy. Nie jest to mascara dla mnie, ale ze względu na doskonałą jakość warta jest polecenia. Nie każda z nas marzy o efekcie sztucznych rzęs i ten produkt będzie wtedy idealny. Cena ok. 50 zł.

Estee Lauder Sumptuous Mascara

Swego czasu zakochałam się w tej szczoteczce :) Wyłapywała najmniejsze włoski i idealnie rozczesywała rzęsy. Dzięki temu "otwierała" oko, które wydawało się większe. Poza tym mascara ładnie wydłużała i podkręcała rzęsy. Jednak takiej objętości jak tusz z pierwszego miejsca nie nadawała. Polecam osobom, posiadającym gęste rzęsy, które trzeba wydłużyć i podkręcić. Cena ok. 100 zł.


A teraz trzy moje największe rozczarowania. Tusze popularne o dobrych opiniach, które niestety u mnie kompletnie się nie sprawdziły.
L'Oreal Volume Million Lashes

Cóż z tego, że mascara pogrubia, podkręca, wydłuża i ma praktyczną silikonową szczoteczkę, skoro po godzinie wyglądamy jak panda, z całym szacunkiem do pandy, bo to przesłodkie zwierzę :) Niestety tusz jest kompletnie nietrwały, odbija się na powiekach i rozmazuje. Owszem używam ciężkiego podkładu i rozświetlacza wokół oczu, jednak inne tusze radzą sobie z tym. Dałam drugą szansę, usuwając rozmazany tusz i ponownie przypudrowując powieki. Efekt niestety ten sam. Nie wyobrażam sobie, co działoby się z tym tuszem podczas upałów. Zdecydowanie nie polecam. Cena ok 30 zł.


Lancome Hypnose Doll Lashes

Jak pewnie zdążyłyście zauważyć uwielbiam tusze Lancome. Niecierpliwe wyczekuję wszelkich nowości i zawsze chętnie je testuję. Jakież było moje rozczarowanie po użyciu tego tuszu, który ma za zadanie tak pogrubić, wydłużyć i podkręcić rzęsy, aby uzyskać "rzęsy laleczki". Zamiast tego jednak uzyskujemy efekt "ciężkiego oka", ze sklejonymi włoskami, pokrytymi grudkami tuszu. Mascara jest moim zdaniem za gęsta i błyskawicznie zasycha na rzęsach i syntetycznej szczoteczce. Niestety nie byłam w stanie zaaplikować jej tak, aby efekt był zadowalający. Cena ok. 155 zł.


Christian Dior Diorshow

To kosmetyk kultowy, dla dużego grona kobiet tusz wszechczasów. Niestety nie dla mnie. Tusz jest bardzo gęsty, kruszy się i trudno go zaaplikować grubą i sporą szczoteczką. Dodatkowo kruszący się tusz wpadł mi do oczu, czy spowodował uszkodzenie soczewek kontaktowych i wywołał uczulenie. No lepiej być nie mogło. Na prawdę nie wiem, skąd te pozytywne opinie. W moim przypadku wylądował w koszu po jednym użyciu. Cena ok. 120 zł.

A Wy jakich tuszy używacie? Może znajdę wśród Waszych ulubieńcach nowe perełki :)

Pozdrawiam
Bati


2 komentarze:

  1. Bardzo fajny ranking ale nie rozumiem jednego: jak mozna wyrzucic gusz za 120 zl? Spisz na pieniadzach? :p nie lepiej bylo go zwrocic albo chociaz wymienic? No halo taki drogi tusz wyrzucac do smieci....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety drogeria Douglas nie przewiduje zwrotów ani wymiany otwartych kosmetyków :( taką możliwość oferuje np. Sephora, ale tym razem nie tam robiłam zakupy.

      A śpię na bardzo wygodnym materacu i nie lubię, jak mi ktoś zagląda do portfela ;)

      Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń

Copyright © 2016 Bati RULEZ , Blogger