środa, 14 września 2016

Kosmetyczka Pani "dobrzepotrzydziestce" ;) część 4



Witajcie Kochane,

To już czwarta część mojej kosmetyczki. Chyba niechcący taki fajny cykl zaczyna nam powstawać, co bardzo mnie cieszy, gdyż na ten temat mogę rozprawiać bez końca :) Kto przegapił poprzednie części, może nadrobić tutaj: Część 1Część 2Część 3. Zapraszam!

Dziś będzie o nowościach, bo takowe pojawiły się w mojej kosmetyczce. Czy zostaną ze mną na dłużej? Sprawdźcie :)


Kocham lato, naprawdę kocham, to moja ulubiona pora roku. Niejednokrotnie stwierdziłam już, że ja to powinnnam była urodzić się w jakimś cieplejszym miejcu na świecie, bo letnie klimaty baaaaardzo mi odpowiadają. Szkoda tylko, że moja cera ma zgoła inny pogląd na ten temat. Lato to koszmar pod wieloma względami, poczynając od pojawiających się przebarwień, poprzez świecące czoło i nos, kończąc na wypryskach...cholera no! I nic tu nie pomaga, żadne kremy, blokery, ochrona. Temperatura robi swoje, sebum się produkuje, cera zapycha, a melanina szaleje, prezentując się okazale na moich policzkach...szlag by to trafił.
W tym roku jest wyjątkowo źle i z tego powodu postanowiłam nieco zamieszać w mojej kosmetyczce i przetestować trochę innych produktów. A nuż będzie poprawa?



1. Krem na dzień AA laser white

Musiałam niestety zrezygnować z mojego ulubionego blokera z Biodermy. Tego lata moja cera go odrzuciła, zaczęła się koszmarnie przetłuszczać i zapychać, co skończyło się nieciekawymi wypryskami. Poza tym, mimo jego stosowania, zaczęły wychodzić ponownie moje ukochane przebarwienia. Zdecydowałam więc, że skoro nie chroni mnie przed promieniami UV, a przecież głównie dlatego go używam, to spróbuję czegoś lżejszego. Krem AA wpadł mi w ręce w Rosmannie przypadkiem i powiem Wam, że bardzo go polubiłam. Jest lżejszy od Biodermy, lepiej się wchłania. Zawiera kwas traneksamowy i witaminę C, które regulują proces pigmentacji i mają właściwości rozjaśniające. Ponadto w składzie znajdziemy kwas migdałowy, który ma za zadanie złuszczać martwy naskórek. Filtry UV i witamina E chronią nas przed słońcem i wolnymi rodnikami, a kompleks SkinIQ (cokolwiek to jest ;) ) lekko wygładza skórę. Cena ok. 30 zł. Czy zostanie ze mną na dłużej? Zastanawiam się jeszcze, gdyż trochę irytuje mnie jego zapach.

2. Baza pod podkład Smashbox Photo Finish Pore Minimizing

To kolejna baza tej marki, którą testuję. Kierując się tym, jak aktualnie wygląda moja cera, wybrałam tym razem bazę wygładzającą, minimalizującą pory i matującą. Baza jest dość gęsta i ma kolor beżowy. Dobrze się rozprowadza, matuje i faktycznie delikatnie minimalizuje widoczność porów. Jednak nie do końca jestem przekonana do efektu, jaki ostatecznie otrzymujemy na skórze. Jest to efekt satyny, lekko "śliskiej". Jako posiadaczka tłustej cery wole efekt 100% mat, nawet kosztem trudniejszego rozprowadzania podkładu. Baza dla cery z przebarwieniami jednak znacznie bardziej mi odpowiada. Cena ok. 150 zł. Raczej ze mną nie zostanie. Kolejna pod lupe pójdzie baza dla cery trądzikowej.



3. Płyn micelarny Mixa do cery wrażliwej, mieszanej i tłustej.

Kupiłam przypadkiem na urlopie, gdyż skończył się mój płyn z Biodermy, a do apteki daleko było :) Moim zdaniem bardzo dobry produkt, delikatny, ale dobrze oczyszczający cerę. Lekko nawilżający i łagodzący podrażnienia. No i ten przepiekny zapach zielonego ogórka. Na pewno będę stosować zamiennie z Biodermą, tymbardziej że cena wyjątkowo kusząca, ok. 20 zł



4. Podkład Lancôme Teint Idole Ultra 24h i L'Oreal True Match

W akcie paniki, spowodowanym wyglądem mojej skóry postanowiłam także przetestować nowy podkład. Nie wiedzieć dlaczego stwierdziłam, że może lżejsza konsystencja podkładu poprawi nieco kondycję cery. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, ale dzięki temu doświadczeniu mogę Wam napisać conieco o powyższych podkładach. Wpierw o zaletach. Oba podkłady idealnie stapiają się ze skórą i dopasowują kolorystycznie, bardzo dobrze się je rozprowadza, są lekkie i nietłuste. Podkład Lancôme bardzo długo utrzymuje się na skórze i świetnie matuje. True Match trzyma się krócej i skóra zaczyna się szybciej świecić, ale przy normalnych i suchych cerach nie powinno to występować. Niestety oba podkłady słabo kryją, co dla mnie jest wadą. Lancôme dość mocno ciemnieje po nałożeniu i ma silnie perfumowany zapach. Czy kiedyś do nich wrócę? Być może do Lancôme, gdy zwalczę przebarwienia, bo podobała mi sie jego trwałość. Generalnie polecałabym je do cer normalnych lub suchych, raczej zdrowych bez przebarwień. Cena podkladu Lancôme ok. 170 zł , L'Oreal ok. 30 zł.

5. Puder sypki Provoke Dr Irena Eris

O tym produkcie wspominałam już w drugiej części cyklu. Używam go zamiennie z pudrem Lancôme. Puder bardzo dobrze matuje, jest lekki i mega wydajny. To produkt transparentny, stapiający się ze skórą, idealny do wykończenia makijażu. Cena ok. 90 zł



6. Tusz do rzęs Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic Mascara

To moje odkrycie roku! Genialny tusz za niewiarygodnie niską cenę. Pogrubia, zagęszcza, wydłuża i podkręca rzęsy. Jest mocno napigmentowany. Bardzo trwały, nie odbija się na powiekach, nie skleja rzęs. Gdyby nie fakt, że po 12 godz. zaczyna się troche kruszyć, to bylby idealny. I ta cena, niecałe 20 zł. Bardzo go polecam, na pewno zagości w mojej kosmetyczce na długo.

7. Tusz do rzęs Provoke Dr Irena Eris

Postanowiłam przetestować ten tusz, gdyż bardzo lubię kosmetyki Provoke i nigdy się jeszcze na nich nie zawiodłam. W tym wypadku nie wpadłam jednak w euforię, choć tusz jest całkiem niezly. Dobrze napigmentowany, bardzo trwały, również nie pozostawiajacy śladów na powiekach, nie kruszący się. Ale nie robi tego efektu WOW ;) Nie wydłuża rzęs, lekko pogrubia i podkręca. Jest to bardzo dobry jakościowo produkt, ale ja i oczekuję nieco więcej. Cena ok. 50 zł



8. Mydło w płynie Yope Werbena

Ile razy dziennie myjecie dłonie? Bo ja pewnie z kilkadziesiąt. Wydawałoby się, że mydło w płynie to produkt, do którego niekoniecznie trzeba przywiązywać dużą wagę, ale moim zdaniem jest inaczej. Używając produktów o niskiej jakości narażamy się na przesuszenie skóry, alergie i dyskomfort. A to przecież nasze dłonie, którymi robimy wszystko i które mają nam służyć przez lata :) Mydełko Yope otrzymałam w prezencie i jestem nim zachwycona. Jest to produkt naturalny, bez konserwantów, sztucznych barwników, substancji spieniających itp. Pięknie pachnie, nie wysusza, nie uczula, zmiękcza naskórek i ma działanie antybakteryjne. Łagodzi podrażnienia i regeneruje. Zawiera m.i. ekstrakt z werbeny, glicerynę roślinną, alantoinę i witaminę B5. Cena ok. 15 zł.



Pamiętajcie, że większość z powyższych produktów możecie nabyć po znacznie niższych cenach w sklepach internetowych albo sieciach drogeryjnych podczas akcji promocyjnych, np w Rosmannie -49% na produkty do makijażu.

Zapraszam na kolejne częsci cyklu Kosmetyczka Pani "dobrzepotrzydziestce".

Bati

2 komentarze:

Copyright © 2016 Bati RULEZ , Blogger