sobota, 9 kwietnia 2016

Ricotta hotcakes

Dzień dobry!

W naszym domu sobotni poranek witamy zawsze słodkim śniadaniem.

Powiedziałam kiedyś mężowi, że jednym z moich marzeniem jest, aby nasze dzieci wspominając rodzinny dom, mówiły: "...pamiętam ten zapach, który budził nas w każdy weekend, ten aromat naleśników unoszący się z kuchni i wdzierający się do naszych pokoików. Zbiegaliśmy wtedy czym prędzej do jadalni i ładowaliśmy na talerze jak najwięcej i jak najszybciej, i zawsze była walka o ostatnią sztukę". 

Tak, właśnie to mi się marzy i dlatego pracuję nad tym, smażąc te naleśniki, racuszki i placuszki, niezależnie od nastroju i pogody, zawsze jeszcze w piżamie, na boso (fajnie, że ktoś kiedyś wymyślił ogrzewanie podłogowe), ze zwiniętymi niedbale w koczek włosami...

Dziś także tak było, i usmażyłam kultowe już chyba ricotta hotcakes Nigelli Lawson.
Te lekkie jak chmurka racuszki, z dużą zawartością ricotty, są naprawdę przeeeepyszne. Zimą jemy je do wyboru z miodem, cynamonem, cukrem pudrem, smażonymi jabłkami. Latem najcześciej ze świeżymi owocami, np. borówkami, truskawkami, bananem. Syrop klonowy także tu pasuje, choć dla mnie jest nieco zbyt intensywny i przytłacza delikatny smak ricotty.

Na porcję rodzinną będziemy potrzebować:
250 g ricotty (jedno opakowanie)
2 jajka (ekologiczne lub wolny chów)
120 ml mleka
2 łyżeczki oleju (np. rzepakowy)
1 opakowanie cukru waniliowego (pamiętajcie o prawdziwej wanilii, żadnej waniliny)
100 g mąki przennej
Szczyptę soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Oddzielamy żółtka od białek. Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. 
Do misy wrzucamy ricottę, żółtka, cukier waniliowy, mleko, olej i miksujemy na gładką masę.
Dodajemy mąkę i proszek do pieczenia i ponownie miksujemy.
Na koniec delikatnie, na najwolniejszych obrotach miksera, wmiksowujemy pianę z białek.
I już, gotowe ciasto.


Na patelnię dodajemy ciut oleju i przecieramy papierowym ręcznikiem (patelnia musi być prawie sucha), rozgrzewamy. Dużą łyżką nakładamy niewielkie porcje ciasta, smażymy na jednej stronie tak długo, aż zaczną pojawiać się bąbelki, wtedy przewracamy na drugą stronę i jeszcze smażymy kilka minut. Jeśli będą się mocno rumienić, zmiejszamy moc palnika (na mojej kuchence indukcyjnej, gdzie skala mocy jest od 1 do 15, smażę na 9).


I tyle, i gotowe, i już pachnie, i już słychać tupot małych stópek na schodach... :)


Smacznego, miłej soboty!
 
Bati
 

 
 

2 komentarze:

  1. Mniam. Wyglądają obłędnie puszyscie. Moja Julka też lubi takie rarytasy :)będziemy robić na w'knd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco, my się nimi zajadamy :)

      Usuń

Copyright © 2016 Bati RULEZ , Blogger