wtorek, 15 sierpnia 2017

White boho dress - Look of the day (34)

White boho dress - Look of the day (34)

Kochani!

Jak pięknie za oknem :)
Od kilku  tygodni praktycznie nie "wychodzę  z sukienek". To najwygodniejsza i najbardziej odpowiednia  opcja na aktualną aurę.

Dzisiejsza sukienka to mój wyprzedażowy łup, za całe 69 zł :) Nie jestem zagorzałą fanką stylu boho, ale ta sukienka mnie po prostu zauroczyła. Jest niesamowicie delikatna, zwiewna i kobieca. Mimo długiego rękawa wspaniale nosi się ją w upalne dni, gdyż materiał jest cieniutki i przewiewny. Hafty dodają sukience uroku a luźny fason sprawia, że jest jedną z moich ulubionych tego lata.
Długo zastanawiałam się w jakich okolicznościach przyrody Wam ją zaprezentować. I gdy wracaliśmy kiedyś samochodem z rodzinnego obiadu, a ja zobaczyłam za oknem to przecudowne, złote pole, krzyknęłam do męża: stój! To tutaj!. Młodszy syn spał, starszy zajął się grami na tablecie (ach, wyrodni rodzice ;), a my spokojnie wyczarowaliśmy kilka cudownych moich zdaniem ujęć w stylu "buszująca w zbożu" ;) Mam nadzieję, że i Wam przypadną do gustu, bo w naszym mniemaniu to jedne z najlepszych na tym blogu.

Pozdrawiam Was gorąco i obiecuję, iż w najbliższym czasie pojawią się zapowiadane posty kosmetyczne.
Bati :)

Sukienka - Reserved 
Buty - Gummie
Torebka - Simple
Zegarek - Swatch

Zdjęcia - Kris







czwartek, 10 sierpnia 2017

Deser à la tiramisu o smaku mojito

Deser à la tiramisu o smaku mojito

Ach, zaniedbuję Was ostatnio strasznie, ale wierzcie mi, że na prawdę nie mam absolutnie żadnych możliwości, aby Wam tu coś naskrobać :( Wakacje rządzą się swoimi prawami, a ja paradoksalnie mam mniej czasu dla siebie. Dzieci większość czasu spędzają ze mną, więc rozumiecie, co to oznacza ;) Do tego wycieczki, wyjazdy, pakowania, rozpakowywania, prania, prasowania i znów pakowania, spotkania, moje urodziny, cały czas coś się dzieje. Chyba na dobre wrócę do blogowania we wrześniu, bo mam rozgrzebane 5 wpisów i żadnego nie mogę skończyć. Póki co zaglądajcie na mój Instagram (klik), gdzie staram się wrzucać przynajmniej skrawki z życia Bati :)


Dziś na szybko przepis na limonkowo-miętowy deser w stylu tiramisu. 
Pamiętacie tort o smaku mojito (ten tutaj)? To właśnie będzie wariacja na jego temat. Zamiast pieczonego biszkoptu dajemy podłużne biszkopty do tiramisu, a reszta praktycznie taka sama :)

Deser przygotowałam na swoje urodziny. To był bardzo upalny dzień, kiedy to nikt nie ma ochoty na ciężkie torty z maślanymi kremami, a taki orzeźwiający dodatek do kawy był fantastycznym pomysłem.

Na ok. 6 porcji potrzebować będziemy:
Ok. 20 sztuk podłużnych biszkoptów (ja lubię najbardziej te do tiramisu, z tygodnia włoskiego w Lidlu)
Pół szklanki mocnej miętowej herbaty (chłodnej)
Sok z dwóch limonek
Starta skórka z jednej limonki
300 ml śmietanki 30% (schłodzona min 24h w lodowce)
350 g mascarpone (jak wyżej)
1-1,5 płaskiej łyżki ksylitolu w pudrze lub 2 płaskie łyżki zwykłego cukru pudru
Listki mięty do dekoracji

Śmietankę, mascarpone, sok z 1,5 limonki, otartą skórkę i ksylitol umieszczamy w naczyniu i miksujemy do uzyskania gęstego kremu. Gotowy krem wkładamy na 30 minut do lodówki. Do naczyń wkładamy pierwszą warstwę biszkoptów, nasączamy je miętową herbatą zmieszaną z resztą soku limonkowego. Dla wzmocnienia miętowego smaku można dodać jeszcze miętowego likieru (jeśli deser jest tylko dla dorosłych) albo ekstraktu z mięty. Na wierzch wykładamy warstwę kremu. Potem ponownie nasączone biszkopty i znów krem. Ja zrobiłam trzy warstwy. Gotowy deser wkładamy na min 2-3 godziny do lodówki. Przed samym podaniem zdobimy świeżymi listkami mięty.

Smacznego :)

Ps. A przepis na moje tradycyjne tiramisu (bez jajek) znajdziecie tutaj :)





środa, 2 sierpnia 2017

Best of July :)

Best of July :)
Kochani!

Zapraszam Was dziś na cykl "Best of..." :)
Tym z Was, którzy przeoczyli poprzedni post, przypominam, iż cykl rozpoczęłam w czerwcu ("Best of June" znajdziecie tutaj), a zawierać on będzie najciekawsze wydarzenia ubiegłego miesiąca. Planuję umieszczać w nich m.in.:
1. Wasze ulubione zdjęcia z danego miesiąca z mojego profilu na Instagramie (jeśli jeszcze go nie obserwujecie to zapraszam serdecznie tutaj)
2. Wasze ulubione posty czyli te najchętniej czytane i komentowane
3. Jakiś akcent z przeszłości (np. dziś z lipca 2014 :)
4. Moje tzw. "umilacze" miesiąca (czyli przeczytana książkę, odwiedzone miejsce, ciekawe wydarzenie z mojego życia, nowo odkryty kosmetyk itp.)
5. Najciekawsze wydarzenia związane z blogiem, czyli nowe np. współprace, zmiany, aktualności.

Pomimo, iż post czerwcowy spotkał się z Waszym bardzo serdecznym przyjęciem, w dalszym ciągu proszę Was o opinie, komentarze i sugestie. Dajcie znać w komentarzach, czy takie posty Wam odpowiadają, co chcielibyście jeszcze w nich zobaczyć czy przeczytać. Z góry Wam za to dziękuję :)

A co takiego wydarzyło się w lipcu 2017? :)

TOP5 Instagram :

Moje nogi zawsze mają sporo lajków, co niezmiennie mnie zadziwia, bo do Elle Macpherson to mi baaaardzo daleko ;)

...tak, ja bez kawy nie startuję, nie ma takiej opcji

Nasza sypialnia bardzo przypadła Wam do gustu, co akurat zrozumiałe, bo też bardzo ją lubimy :)

Pożyczony od Leona miś zrobił furorę na IG :)

No to jeszcze raz nogi i twórczość baristów z Słodkawa (w Zabrzu) na pożegnanie TOP5 ;)

Wasz ulubiony lipcowy post to zdecydowanie przepis na muffinki z colą. Lekkie, czekoladowe babeczki o aromacie coli z aksamitną polewą i żelkiem w kształcie butelki coca-coli to hit niejednego dziecięcego przyjęcia :) Przepis znajdziecie tutaj.


Hitem tegorocznych wakacji, również na moim blogu okazały się tzw. basket bags, czyli po prostu koszyki. Przeróżne wielkości, kształty, wzory i kolory zdominowały sklepowe półki i wystawy, a modowe magazyny prześcigały się w komponowaniu stylizacji z ich udziałem. Mnie również udzieliła się ten koszykowy nastrój (jakże mogłoby być inaczej, w końcu w naszym domu kosz to podstawa egzystencji, co możecie zobaczyć także poniżej ;) Stylizacje z koszykiem w roli głównej możecie zobaczyć tutaj i tutaj, a zestawienie najciekawszych moich zdaniem modeli znajdziecie tutaj.





Wczoraj dobrą nowinę oznajmiła nam Kasia Tusk (tak, z tych Tusków). Jedna z moich ulubionych blogerek wydała kolejna książkę pod wdzięcznym tytułem "Make photography easier" (jako nawiązanie do bloga "Make Life Easier"). Ja póki co tkwię i co chwila powracam do jej poprzedniego wydawnictwa "Elementarz stylu". Tytuł, który pokazuje nam m.in. w jaki sposób wypracować własny styl, opierając się na klasycznych i ponadczasowych rozwiązaniach, co założyć na wszelkie okoliczności, jak uporządkować własną garderobę oraz wyglądać dobrze zawsze i wszędzie, stał się moją ulubioną pozycją od wielu miesięcy. Zaglądam do niej bardzo często, szczególnie w momentach zwątpienia we własny gust i wyczucie. Polecam Wam gorąco i z niecierpliwością czekam, aż w moje ręce wpadnie nowa książka Kasi.


Zdjęcie ze strony Make Life Eeasier

W lipcu testowałam na własnej skórze sporo nowych kosmetyków. Wkrótce ukażą się dwa posty z efektami tych testów, w tym wpis z kosmetykami dla skóry atopowej oraz nowości w "Kosmetyczce Pani dobrzepotrzydziestce", gdzie znajdzie się m.in. nowy tusz do rzęs, korektor, baza pod makijaż, japoński krem z wysoką ochroną przeciwsłoneczną, krem regenerujący na noc oraz płyn micelarny. Także bądźcie czujne, bo czeka Was sporo fajnych nowinek kosmetycznych.


"Powrót do przeszłości" to w tym miesiącu zdjęcie z lipca 2014. Tak, dobrze widzicie, to boisko do koszykówki. Na szczęście w wersji mini, o którą stoczyłam niesamowity bój, bo miało być o wiele większe ;) Nasz ogród w momencie przeprowadzki do nowego domu wyglądał bardzo ascetycznie ;) Zero trawy, choineczek , kwiatków, klombów czy jakiejkolwiek innej architektury ogrodowej. No może poza paroma chwastami i rzepakiem, który rozsiał się z sąsiadującego obok nas pola. Ale boisko było, musiało być, to najważniejszy punkt ogrodu, do dziś. Zrozumie tylko inna żona koszykarza :) :) :)



Lipiec poświęciłam w dużym stopniu na zapoznanie się z tematem budowania własnej marki w blogosferze ;) Marka osobista oraz jej świadomość wśród czytelników czy konsumentów to bardzo modny temat ostatnio i powiem Wam szczerze, że przepadłam w bezkresie informacji i specjalistycznej wiedzy na ten temat. Szkolenia, webinary, checklist'y, plannery i inne pomoce naukowe pochłonęły mnie całkowicie i mam nadzieję, iż wkrótce przyniosą wymierne efekty.
Póki co zapowiadam z dumą, iż na dniach powinien ukazać się wywiad ze mną w internetowym wydaniu pewnego kobiecego magazynu oraz nastąpi zmiana domeny internetowej, na której tworzymy to miejsce. Będzie nowy adres bloga oraz email kontaktowy, ale to za chwilkę, o wszystkim będę informować na bieżąco. Póki co zaglądajcie pod stary adres, a w razie nie wyświetlania się strony bądźcie cierpliwi, bo będzie to oznaczało moją mozolną pracę nad podpięciem nowej domeny. Za punkt honoru wzięłam sobie, iż proces ten przeprowadzę samodzielnie, więc bądźcie wyrozumiali, błagam, bo informatyczne talenty, to gdzieś bardzo głęboko schowane mam ;) :)

Logo nie zmieni się na pewno, sama je stworzyłam, lubię i nie wyobrażam sobie innego :)


Pozdrawiam Was ciepło :)
Bati

PS. Zdjęcie tytułowe to moje hasło miesiąca. Zmęczenie daje w kość, ale nie poddajemy się :)
Copyright © 2016 Bati RULEZ , Blogger